Safari oczami Julki – Opowiadanie Podróżnicze

Trwały przygotowania do kolejnego, upragnionego wyjazdu do Egiptu. Miał to być luzacki wypad bez żadnych kursów i ekstremalnych wyczynów, na spokojnie, tak aby się opływać, poćwiczyć pływalność, nacieszyć oko jakże wspaniałym otoczeniem. Ale jak to zwykle bywa – spokojnie być nie może. Na tydzień przed wylotem dowiedziałam się, że są wolne miejsca na safari i warto byłoby z tego skorzystać.  Miało to być safari wrakowe.                                 

Początkowo myślałam – co to za przyjemność oglądać kupę żelastwa, ciekawsze są rybki – teraz twierdzę, że jest to przeżycie, które trudno opisać słowami, które zapiera dech w piersiach, wreszcie, które zrozumie tylko ten kto zobaczy to na własne oczy.                           

Po pierwszym tygodniu pobytu w Egiptowie spędzonym na lądzie przyszedł czas na rejs. No i zaczęło się, wypłynęliśmy, kierując się na północ Morza Czerwonego. Na rafie Abu Nuhas /w kierunku, której zmierzaliśmy/ rozbiło się wiele statków pod banderą angielską, które przepływały przez ten akwen skracając sobie drogę. Oglądaliśmy frachtowiec Giannis- przewożący drewno, Carnatic- wrak z butelkami wina, Chrisoula -statek z glazurą, która do dziś znajduje się  w ładowni.                                          

Największe jednak wrażenie zrobił na mnie leżący na 30 m brytyjski statek handlowy, zbudowany w 1940 r. a w czasie II wojny światowej wcielony do marynarki wojennej – Thistlegorm. Gdy płynął z zapasami dla Piątej Armii Brytyjskiej został zaatakowany przez niemieckie bombowce i zatonął na terenie Shaab Ali w Zatoce Sueskiej. Pierwotnie został odkryty w latach 50 tych XX w, ale dla nurkowania rekreacyjnego udostępniono go na początku lat 90tych XX w. Jest to jeden z najlepszych wraków do penetracji, kultowe miejsce dla nurków z całego świata.  Na ten statek zaplanowaliśmy trzy zejścia, gdyż jest on duży i nie chcieliśmy niczego przeoczyć. Pierwszy nurek na dziób, drugi na rufę, trzeci to podziwianie tego czym chcieliśmy nacieszyć oko po raz drugi, aby został w pamięci na jak najdłużej. Początkowo opływaliśmy go z zewnątrz, gdzie widać wielkie dziury po uderzeniu niemieckich bomb. Następnie, posłusznie za przewodnikiem, przepływaliśmy przez ciasne luki, aby dostać się do środka, by ujrzeć cały załadunek. Jednak po wpłynięciu ujrzeliśmy ciemność. I w tym momencie obudziła się wyobraźnia. Przed oczami zaczęły przemykać obrazy sprzed lat, wywołane wcześniejszymi opowieściami instruktora. Myślałam, że czar pryśnie po zapaleniu latarki, w którą zaopatrzony był każdy nurek, jednak pomyliłam się. Okazało się, że statek ten cały czas żyje swoim życiem, że wszystko jest na swoim miejscu, zachowane jakby zatonął wczoraj. Naszym oczom ukazały się czołgi, lokomotywa, pojazdy wojskowe, jeepy, ciężarówki, części samolotów, stosy karabinów, amunicja, motory, opony, buty i inne. Jedynymi oznakami upływającego czasu były koralowce, które przez 70 lat w jakże piękny sposób obrosły to martwe niegdyś miejsce, stworzyły kolejną rafę dla przepięknych okazów ryb.

Niedaleko natknęliśmy się również na całkiem okazałe stadko delfinów, które pływały razem z młodymi i fikały koziołki. Nie wiadomo było, z której strony na nie patrzeć bo każda rodzinka chciała się zaprezentować.

Codziennie nurkowaliśmy do 4 razy, a pod koniec tygodnia zmęczenie zaczęło dawać już o sobie znać. Między nurkowaniami zaczęłam usypiać na stojąco a po każdym wyjściu z wody zarzekałam się, że na następny raz nie idę, że muszę odpocząć. Ale jak tu można spokojnie usiedzieć, kiedy w pobliżu kusząco szumi morze i kusi swoją niezwykle czystą i przejrzystą wodą.                    

Tak, że z moich pierwotnych planów spokojnych nurkowań nic nie wyszło. Wyszła za to zaliczona specjalizacja nurkowania głębokiego, ale to już historia na następną opowieść.        

Julka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *